wtorek, 26 marca 2013

Wciąż czekamy.

Ciężko mi na sercu, że to oczekiwanie nie sprowadziło się do miesiąca, kiedy to po pierwszych próbach ujrzałabym wymarzoną kreskę na teście ... Boli mnie to, że najpierw tak długo się człowiek zabezpiecza, robi wszystko, żeby nie zajść w ciążę, później się zatanawia i bije z myślami czy to już ten czas, kiedy powinniśmy się zacząć starać o dziecko i gdy w końcu się decydujemy, nasze marzenie nie spełnia się w ciągu miesiąca, dwóch ...

Szczerze wierzyłam, że lutowy test powie nam, że już jesteśmy we trójkę. Okres mi się spóźniał, piersi miałam wrażliwe i obolałe. Całą sobą próbowałam wyrzucić z poświadomości myśl, że to wszystko jest jedynie efektem przeskakiwania miedzy odległymi zakątkami świata i co za tym idzie, ciągłymi zmianami klimatu. W końcu zrobiłam test, który okazał się być negatywny. Postanowiłam odczekać jeszcze kilka dni i zrobić kolejny, ale w tym czasie pojawiła się miesiączka zdecydowanie przekreślająca nadzieje na dzidziusia w tamtym cyklu.

Teoretycznie za kilka dni powinnam dostać kolejną miesiączkę i pewnie tak się stanie, bo nie czuję się inaczej niż zwykle. Nie czuję jakbym nosiła w sobie życie. Wiem, że to nie musi nic oznaczać, ale sądzę, że jako kobieta i przyszła matka poczułabym, że coś się zmieniło, a takiego odczucia niestety nie mam. W przekonaniu, że w tym miesiące nic z tego nie będzie utwierdziła mnie moja znajoma z pracy. Pare dni temu powiedziała mi, że jest w 4 tygodniu ciąży. I udało im się to dosłownie za pierwszym razem! Staram się blokować ukłucia zazdrości, bo wiem, że i na mnie przyjdzie niedługo czas, ale jak to jest, że jedni ludzie decydują się na dziecko i bach! Oto ono. Dlaczego nam się tak nie udało? .. Wracając do mojej znajomej. Mówi, że właściwie od początku czuła, że coś jest na rzeczy. Zawroty i ból głowy, powiększone brodawki, obolałe piersi, odrzucanie przy silniejszych zapach i wstręt do papierosów, które paliła. No i ostatecznie spóźniająca się miesiączka. Naprawdę cieszę się jej szczęściem, bo widzę, jak ta radość od niej bije i nie sposób, żeby się to mnie nie udzieliło, ale wciąż wracam do tego samego pytania: kiedy ja?

Bo już wiem, że nie stanie się to i w przyszłym miesiącu. Cytologia wykazała bowiem infekcję i zaburzenia flory bakteryjnej (co prawda trzeciego stopnia, ale zawsze). Zaczynam kurację w przyszłym tygodniu, a to oznacza, że na czas jej trwania musimy się z Mężem wstrzymać z naszymi staraniami. Dowiedziałam się o tym wszystkim wczoraj i od tego czasu chodzę .. sama nie wiem jak to opisać? Bo smutek nie odzwierciedli tego jak się czuję! To taka wielka pustka, jakby dziura w sercu. Nie wiem co więcej dodać, prócz tego, że mam też do siebie duży żal, bo to 'przeze mnie' musimy czekać.

Gdy zaczynałam pisać tego bloga miałam nadzieję, że w tym czasie, tj. 26 marca będę w ciąży. No bo młoda, silna, zdrowa. Czy to naprawdę działa na zasadzie, że im bardziej tego chcesz, tym odleglejsze się to robi? ...

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Pierwsze badanie.

Złośliwość rzeczy martywch! Wczoraj rano byłam w trakcie podsumowywania nowego postu, gdy nacisnęłam jakiś przycisk i wszystko zniknęło. No, niestety. Straciłam wtedy ochotę na pisanie tego samego po raz drugi, ale teraz zmotywowałam się i piszę. W końcu jaki Sylwester, taki cały Nowy Rok :) Więc niech ta motywacja do wszystkiego mnie nie opuszcza!

Przechodząc do sedna, mam już za sobą pierwszą wizytę u pani doktor, na której w końcu powiedziałam komuś, że chcemy zacząć starać się o dziecko (rodzinie i bliskim jeszzce nie powiedzieliśmy, głównie przeze mnie, bo boję się zapeszyć ..). W pierwszej chwili pani doktor była zaskoczona, ale zerknięcie w moją kartę upewniło ją, że jestem pełnoletnia (wyglądam na młodszą niż jestem w rzeczywistości. A przynajmniej tak mówią :)), więc mogłyśmy przejść do konkretów. Pani doktor pytała o przebyte choroby: różyczkę, świnkę, cukrzycę; o kontakt z kotem. Uspokoiła, że nie muszę się przejmować prawdopodobieństwem konfliktu serologicznego, gdyż on nigdy nie pojawia się przy pierwszej ciąży. Z kolei, gdyby istniała groźba jego pojawienia się przy kolejnej, to byłyby mi podane leki, które praktycznie wykluczyłyby jakiekolwiek niebezpieczeństwo względem mnie lub Fasolki :)

Cytując ulotkę, którą dostałam od pani doktor: "Jeżeli matka posiada grupę krwi określaną jako Rh (-) natomiast ojciec Rh (+), to dziecko może dziedziczyć czynnik Rh po ojcu.Konflikt serologiczny pojawia się w momencie pierwszego kontaktu krwi dziecka, z grupą Rh (+) z krwią matki posiadającej grupę Rh(-). W jego wyniku dochodzi do wytworzenia przez organizm matki przeciwciał anty-D, których zadaniem jest zwalczanie ciał obcych (w tym wypadku krwinek dziecka). Ponieważ do kontaktu krwi matki i dziecka dochodzi najczęściej dopiero w chwili porodu, dziecko z pierwszej ciąży nie jest zagrożone jego konsekwencjami.Jeżeli matka posiada grupę krwi określaną jako Rh (-) natomiast ojciec Rh (+), to dziecko może dziedziczyć czynnik Rh po ojcu. Konflikt serologiczny pojawia się w momencie pierwszego kontaktu krwi dziecka, z grupą Rh (+) z krwią matki posiadającej grupę Rh(-). W jego wyniku dochodzi do wytworzenia przez organizm matki przeciwciał anty-D, których zadaniem jest zwalczanie ciał obcych (w tym wypadku krwinek dziecka). Ponieważ do kontaktu krwi matki i dziecka dochodzi najczęściej dopiero w chwili porodu, dziecko z pierwszej ciąży nie jest zagrożone jego konsekwencjami."
Lubię czytać jakie pozytywne teksty :)

Po wywiadzie pani doktor mnie przebadała (cytologia, USG dróg rodnych). Na wyniki cytologii muszę jeszcze poczekać, jednak USG pokazało, że moja macica oraz jajniki wyglądają bardzo dobrze, nie ma żadnych nadżerek, ani innych rzeczy, których bym tam nie chciała :) Zostałam też uspokojona, że moje tyłozgięcie macicy nie będzie miało żadnego negatywnego wpływu na poczęcie, a póxniej donoszenie ciąży. Jak to powiedziała pani doktor: "taka moja uroda". Podobno jest to przypadłość aż 25% kobiet! Jedyna rzecz, o której powinnam pamiętać to spanie na brzuchu w czasie pierwszych miesięcy ciąży, tak aby rozciągająca się macica i rozwijający się zarodek miały idealne warunki.

Po badaniu ginekologicznym pani doktor wypisała mi skierowanie na badania krwii (morfologia, obecność przeciwciał przeciw toksoplazmozie oraz cytomegalii). Była zadowolona, gdy dowiedziała się, że już zaczęłam łykanie kwasu foliowego :) Usłyszałam też, że wszystko wygląda dobrze, a pani doktor życzy powodzenia i trzyma kciuki za ciążę :) Ponadto powiedziała, żebyśmy się nie stresowali jeśli nie wyjdzie za pierwszym czy drugim razem. Że najłatwiej zachodzi się w ciążę, gdy się tego nie planuje. Łatwo powiedzieć, ale będziemy się starać ;) Rada pani doktor, to współżycie co 2 dni ("żeby męża nie zamęczyć"), tak aby czeprać z tego przyjemność, a nie tylko liczyć owulacje i dni płodne. Na koniec jeszcze raz powtórzyła, że trzyma kciuki i wiedziąc, że wyjeżdzamy zagranicę już teraz cała mi ulotki "Jestem mamą" itp :)  Taki przyjemny gest! Stwierdziła, że pewnie ciążę będę miała prowadzoną tam, ale nie zaszkodzi jeśli już teraz zapoznamy się z zawartymi tam informacjami :)

Mąż też mocno zaangażowwany, wypatrzył sobie książkę "Super Tata", którą mam zamiar mu sprezentować jeszcze przed wylotem w podróż poślubną. A tam już zaczniemy starania o potomka pełną parą! :)

środa, 19 grudnia 2012

Kwas foliowy, czyli przyjaciel przyszłych Mam.

Do wizyty u ginekologa pozostało jeszcze osiem dni. Nie mogę się doczekać, bo gdy tam pójdę i powiem, że chcę zajść w ciążę, to wszystko stanie się jeszcze bardziej realne. Chcę już mieć z głowy wszystkie niezbędne badania, żeby wiedzieć, że jest dobrze i nie ma żadnych przeciwwskazań.

Nikomu nie powiedziałam, że podjęliśmy Decyzję. Po prostu boję się, że zapeszę. Że gdy przyznam światu jak bardzo mi zależy, to coś pójdzie nie tak. Dlatego póki co jesteśmy w tym we dwójkę, a 27ego grudnia do tej ściśle tajnej - póki co - operacji dołączy pani doktor :)

Gdy zajście w ciążę było dla mnie jedynie abstrakcją, wydawało mi się, że jedyne co trzeba to tą dwójkę do tanga ;) Jednak ostatnimi czasy zaczytuję się we wszystkim co ma w swoim odnośniku porady dla par chcących powiększyć rodzinę. I tak od słowa do słowa, od jednego artykułu do drugiego, moja wiedza staje się większa i większa :) Cieszę się tym, bo chcę, żeby to było świadome macierzyństwo. Od samego początku.

Jak już pisałam w poprzednim poście. Od paru dni łykam kwas foliowy. O tym, że jest niezbędny wiedziałam chyba 'od zawsze', choć przyznaję się bez bicia, nie wiedziałam do czego tak naprawdę jest potrzebny i czego pomaga uniknąć. Jeszcze pare dni temu nie wiedziałam, że dobrze jest go zacząć zażywać na około miesiąc przed planowanym zapłodnieniem! Jak się okazuje, każda przyszła Mama powinna zdawać sobie sprawę z faktu, że kwas foliowy, inaczej znany jako witamina B9, jest niezbędnym czynnikiem wzrostu i rozwoju. Jest odpowiedzialny za uwalnianie "hormonu szczęścia" oraz sprzyja kojącemu i spokojnemu snu. Już samo to, na początek, pokazuje jak ważny jest jego odpowiedni poziom w organizmie. Bo szczęśliwa i wyspana kobieta, to większe szanse na poczęcie! :) Ale nie samym snem człowiek żyje, dlatego ważne, o ile nie ważniejsze, są też inne kwestie, na których wpływ ma kwas foliowy. Co niezwykle istotne, badania wykazały, że przyjmowanie kwasu foliowego 3-4 miesiące przed zajściem w ciążę zmniejsza ryzyko wystąpienia poważnych wad układu nerwowego! W tym wypadku, naprawdę wolę dmuchać na zimne, dlatego też przez najbliższe miesiące nie będzie u mnie dnia bez tabletki kwasu foliowego.

Jak zapewne większość przyszłych Mam wie, prawdziwe znaczenie witaminy B9 możemy poznać w pierwszych tygodniach ciąży. Wtedy jego rola związana jest z rozwojem i kształtowaniem się płodu - a zwłaszcza jego układu nerwowego, mózgu i rdzenia kręgowego. Wszyscy lekarze są zgodni, że jeżeli przed ciążą i w jej pierwszym trymestrze poziom kwasu foliowego w organizmie przyszłej Mamy znajdował się na odpowiednim poziomie, znacznie ograniczone zostaje ryzyko wystąpienia u dziecka wad wrodzonych.

Jednak ważne jest, aby przyjmowanie witaminy B9 nie ograniczać jedynie do postaci tabletek. Kwas foliowy możproduktach spożywczych takich jak pomarańcze, brukselka, kapusta włoska, iście pietruszki, szpinak, cykoria, sałata, pomidory, suche nasiona roślin strączkowych i tak dalej i tak dalej :)

Dlatego przyszłe Mamy, mając na uwadze dobro naszych Maluchów, decydujmy się na świadome macierzyństwo i zaczynajmy je od zakupu kwasu foliowego! :)

wtorek, 18 grudnia 2012

Mamą być!

Decyzja o tym, że chcemy zacząć starać się o Naszą Fasolkę została podjęta dość nieoczekiwanie. Złożyło się na nią wiele czynników, choć nie minę się z prawdą, gdy powiem, że czuję, że muszę dać upust mojemu instynktowi macierzyńskiemu. 


"Nigdy nie ma dobrego momentu na dziecko" słyszę od wielu bardziej doświadczonych życiowo ode mnie osób. Ale ja pytam siebie, czy jeżeli moment, w którym jesteśmy teraz - mój Mąż i ja, nie jest zły, to dlaczego nie podjąć tej decyzji teraz? Dlaczego powinniśmy czekać na dogodniejszą sytuację, gdy podobno nigdy nie znajdziemy się w takiej, która byłaby idealna. 

Jesteśmy młodzi. Nasz małżeński staż jest krótki, za pare dni minie pół roku. Powinniśmy się sobą cieszyć, używać wspólnie życia, podróżować, a dopiero później decydować się na dziecko. 
Powinniśmy mieć dobrą pracę, dorobić się, zanim zaprosimy na ten świat kogoś jeszcze. 
Rodzice lub Teściowie powinni być 'pod ręką', żeby pomóc zarówno przed jak i po przyjściu na świat Małej Istotki.

Sama powtarzałam sobie te argumenty jeszcze pare tygodni wcześniej. Gdy wychodziłam za mąż byłam przekonana, że co najmniej przez półtora roku, może dwa lata nie będę chciała myśleć o zajściu w ciążę, choć dzieci kocham i moim największym marzeniem jest mieć dwójkę bądź trójkę rozkosznych maluchów i ciepły dom.

Więc co się stało? Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi,  nie ślub, ale te kilka miesięcy po nim, całkowicie przekonały mnie, że mój Mąż jest mężczyzną, z którym będę do końca życia. Nie znaczy to, że miałam ku temu wątpliwości. Rzecz w tym, że dopiero małżeńskie życie, fakt bycia Żoną, posiadania Męża uświadomiło mi, że nie musimy czekać. 

Młodość może być naszą zaletą. Młodzi rodzice to większe prawdopodobieństwo lepszego zrozumienia z Maluchami, a później nastolatkami. Młodzi rodzice to więcej sił i energii. Młodzi rodzice, to może i porzucenie egzotycznych wypraw jedynie we dwójkę, ale ile zabawy i radości mogą przynieść wypady we trójkę? :)
Mąż ma fantastyczną pracę. Spełnia się w niej i ma duże perspektywy na dalsze awanse. Trochę gorzej jest w moim przypadku, bo na pare miesięcy po ukończeniu studiów próżno wyczekuję zaproszenia na Tę Rozmowę Kwalifikacyjną. Nie pracuję w zawodzie, w zasadzie mam coraz większe problemy, zeby rano wstać z łóżka i iść do pracy, której nie lubię. Co jedynie działa na korzyść decyzji, aby zajść w ciążę. Skoro nie mogę znaleźć pracy teraz to czy mam czekać dalej, aż coś się w końcu pokaże, czy wziąć sprawy we własne ręce, urodzić dziecko, odchować i wtedy wrócić na rynek pracy. Jako w dalszym ciągu młoda? Oczywiście, pesymiści powiedzą, że kobiecie z dzieckiem trudniej znaleźć pracę. Już, ja jedynie odpowiem, że kobiecie bez dziecka też...

Nasi rodzice są tysiące kilometrów stąd, jako że z Mężem mieszkamy zagranicą. Kto w takim razie pomoże przy Maleństwie? Cóż, może właśnie ciąża byłabym wystarczającym kopem, ale coś zrobić w kierunku powrotu do kraju. Od jakiegoś czasu żyjemy w zawieszeniu nie wiedząc co ze sobą zrobić, gdzie się podziać, gdzie osiedlić. 

Nie chcę czekać w nieskończoność, aż coś się wyklaruję i dostanę sms o treści: "To jest TEN moment"

Męża zaskoczyła nieco moja chęć zajścia w ciąże już teraz. Poprosił o dzień, aby o tym pomyśleć. Choć oboje wiedzieliśmy jaki będzie efekt jego rozmyślań :) 

Od wczoraj łykam kwas foliowy, a 27ego grudnia, gdy będziemy na Święta w Polsce, jestem umówiona do najlepszej ginekolog w mieście. Zrobię wszystkie niezbędne badania, utwierdzę się w przekonaniu, że jestem zdrowa i gotowa i zaczniemy naszą drogę ku powiększeniu rodziny :)